Na tę informację czekałam od września i nareszcie wiem na pewno: Sheffield Walking Festival powraca. Portal TheOutdoorCity właśnie potwierdził jego termin i opublikował program imprezy. W zeszłym roku tak mi się podobało, że na kolejną edycję festiwalu chciałam wziąć tydzień wolnego i chodzić na spacery dzień w dzień. O urlopie w tym terminie mogę już, niestety, zapomnieć, ale na szczęście zostają

Już miałam zrezygnować, bo przecież znowu nadawali deszcze – miało padać przez całą niedzielę. Pomyślałam jednak: Anglicy z tak błahego powodu raczej się nie poddają. No i głupio się wycofać na dwie godziny przed planowanym wyjściem. Spakowałam zatem plecak, wzięłam kije do Nordicu i ruszyłam do Sheffield, by wraz z grupą Ramblersów pokonać 14 mil w dorzeczu górnego Donu.  Kolejny

Jest taki pub w Gleadless Townend, którego jedna część leży jeszcze w Sheffield, druga zaś już na terenie Derbyshire. To Red Lion, pod którym swój początek bierze Shire Brook. Ten niepozorny strumień zaledwie 4 mile dalej i 155 metrów niżej w Woodhouse Mill łączy swe wody z rzeką Rother. Przez 900 lat – aż do 1967 r., jego bieg wyznaczał granicę

Peak District nie kokietuje soczystymi barwami niczym z pocztówkowych kurortów. Zamiast w proszku do kolorów, pierze swe łąki, lasy i wrzosowiska w detergencie „do wszystkiego”. Wszystko jest tu wyblakłe od słońca, przykurzone niczym nadgryziony zębem czasu dywan wystawiony na smagające wiatry. A jednocześnie Peak District zdaje mi się miękki niczym koc wypłukany w Lenorze czy innym Cocolino. Nie inaczej było

Jedną z największych zalet Sheffield są jego zachodnie krańce – wschodnie skrawki Peak District wciśnięte w granice Południowego Yorkshire: dziesiątki ścieżek, doliny rzek, porośnięte wrzosami wzgórza, zbiorniki wodne. Tym razem wybór padł na Fox Hagg – rezerwat, który w porównaniu z pobliskim Wyming Brook wydał mi się mało atrakcyjny. Pierwsze wrażenie okazało się jednak mylące i po dwóch wizytach jest

Kojarzą mi się ze Szkocją, „Wichrowymi Wzgórzami” i tymi wszystkimi romantycznymi filmami, których nie mam zwyczaju oglądać. I odkąd sięgam pamięcią, marzyłam, by po nich pospacerować: z dala od ludzi iść sobie po smaganych porywistym wiatrem różowo-fioletowych łąkach, nad którymi przesuwałyby się groźne ciemnoszare chmury zwiastujące ulewę. Tak właśnie to sobie wyobrażałam, ale najwyraźniej na spacer po Hallam Moors wybrałam

Czegoś takiego jeszcze nie widziałam w Południowym Yorkshire: droga pięła się pośród drzew, chwilami wiodła po drewnianych mostkach, dzięki czemu mogłam ją było przejść suchą stopą. Po prawej omszałe urwiska skalne, po lewej – huczący potok, rozbijający się o porośnięte mchem kamienie. Cicho w rezerwacie Wyming Brook nie było. Ale za to jak pięknie! Seniorzy proszą: tylko nie wpadnij do